top of page

NL diary. Migawki styczniowe.

  • Zdjęcie autora: Nordic Lab
    Nordic Lab
  • 31 sty 2025
  • 6 minut(y) czytania

UWAGA: To nie jest Post sponsorowany. Wszystkie linki i polecajki podaję dobrowolnie :)



Nieprzypadkowo zaczynam od tego (niezbyt reprezentacyjnego, umówmy się) zdjęcia, ponieważ wywołało ono poruszenie, którego się nie spodziewałam. Dostałam od Was wiadomości w komentarzach i prywatne, a wszystkie z nich można by było spokojnie sprowadzić do jednego zdania: "czuję podobnie"!

I to nie tylko napełniło mnie ulgą i uczuciem jakiegoś rodzaju spokoju, ale również po prostu nadzieją. Nadzieją na to, że jeszcze nie zwariowaliśmy (przynajmniej nie wszyscy).

To zdjęcie zostało zrobione na pamiątkę - i widzicie na nim stan kilkudniowego ogarniania rzeczywistości, po przeprowadzce do nowego mieszkania. Nie ma tu nic nadzwyczajnego, a ten kto przeprowadzał się przynajmniej raz, prawdopodobnie potraktuje ten widok jako standard: talerz po obiedzie, porozrzucane przedmioty, tymczasowe "stanowisko" pracy. I mam nadzieję, że tak to zostanie odebrane - bo takie widoki są standardem w większości przypadków (i niekiedy o wiele dłużej, niż tylko kilka dni po przeprowadzce) - nawet jeżeli mówimy o mieszkaniach projektantów wnętrz... jak niedawno się przekonałam - nie dla wszystkich jest to takie oczywiste, dlatego postanowiłam dołożyć swoje 3 grosze i się w tej kwestii wypowiedzieć. Ja też doświadczyłam w swoim życiu zawodowym pewnego rodzaju presji związanej z tym, jak wyglądają moje prywatne wnętrza, czy są modne i "dizajnerskie" - choć żaden z klientów nigdy nie zapytał mnie o to wprost. Ale w środowisku są osoby, które takiego pytania doświadczyły - i do dziś zastanawiam się: jak to jest, że tak łatwo, tak po prostu i bez skrępowania, wchodzimy z butami w przestrzeń prywatną, otwartą tylko dla ludzi z najbliższego kręgu? I najważniejsze - czemu takie pytania mają właściwie służyć? Co chcemy nimi udowodnić? To był jeden z moich ważniejszych postów, dlatego wklejam go tutaj w całości.








1./ Kiedy wszystko widzisz, ale nikt nie widzi ciebie. 2./ Zamówiłam wzorniki zasłon do naszego gabinetu (wreszcie!) 3./ I nawet wybrałam materiał. 4./ Kiedy nie masz czasu na pełny projekt, moodborad jest po prostu nieoceniony. Używam od czasów, w których jeszcze nie wiedziałam, że tak to narzędzie się nazywa.




Remont naszego gabinetu jakby trochę ruszył, a to przede wszystkim dlatego, że w końcu zamówiłam próbniki zasłon (a jak wiadomo - jedno działanie pociąga za sobą następne) - i nawet udało mi się wybrać docelowy materiał :) Zwróćcie tylko uwagę na ten przepiękny wzór - jest ciekawy i całkiem uniwersalny, nie tylko do wnętrz w stylu Vintage. Długo zastanawiałam się nad tym w jakiej formie zamówić zasłony - z kołnierzem, na kółkach, a może na taśmie, ale ostatecznie chyba skłaniam się do kółek - a przekonały mnie do tego 2 rzeczy: wykończenie tych kółek w kolorze starego złota, oraz te totalnie piękne karnisze, które nie dosyć, że mają niebanalny odcień postarzanego złota (nie tam żadne żółcie), to jeszcze są dostępne w sieciówce za rozsądną cenę. Fajne jest to, że mają one opcję różnych kolorów, łączenia kątowego (w narożnikach), a także wymiennych końcówek. Mnie urzekły jeszcze te.

W tym miesiącu przede wszystkim ruszyliśmy też z montażem szafy i witryny, ale zastanawiam się jeszcze nad materiałem do szafy, który będzie użyty zamiast frontu (tak, zamiast frontu) - więc mam nadzieję, że już niedługo będę mogła pokazać efekt :) Takie rozwiązanie wcale jakieś nowatorskie nie jest, bo kiedyś było często używane, szczególnie w wiejskich kuchniach. I choć dzisiaj trzeba je wyciągnąć z lamusa, to nadal gdzieniegdzie się je stosuje, choć prawda jest taka, że już coraz rzadziej (niestety)... a zobaczcie tylko jak pięknie to wygląda!

zdjęcie pochodzi z Pinterest.
zdjęcie pochodzi z Pinterest.

Od razu spieszę z odpowiedzią na pytania od złośliwych - NIKT NIE POWIEDZIAŁ, ŻE KOSZE NA ŚMIECI MUSZĄ BYĆ TYLKO I WYŁĄCZNIE POD ZLEWEM. Kurtyna.


1./ Wybieranie slabu w zakładzie kamieniarskim to zawsze ekscytująca chwila. 2./3./4./ Kiedy twoja super - wytrwała Klientka jeździ z próbką armatury kolejno po wszystkich punktach, bo rozumie, że łączenie złota-ze złotem wcale nie jest oczywiste i proste.



Jeśli chodzi o materiały, to ten miesiąc mogłabym podsumować właściwie tak: zestawianie ze sobą 13487 odcieni złota to trudna sztuka (podobnie jak z bielą). Ale kiedy w grę wchodzi wnętrze, w którym istotną rolę będzie odgrywał detal, to nie ma wyjścia, trzeba szukać! I może to być nawet całkiem przyjemna wycieczka, o ile wiadomo dokąd ruszać...a to wymaga odpowiedniego przygotowania: poszperania w Internecie, zasięgania języka tu i tam... ale warto, bo z takimi "drobnostkami" nie ma żartów - potrafią albo wszystko wynieść na zupełnie inny poziom, albo wręcz przeciwnie - zepsuć cały efekt. Co rozumiem, przez słowo "detal"? W dużej mierze zależy to od danego projektu, ale przeważnie chodzi tutaj o takie elementy wnętrza, jak: armaturę, uchwyty, sztukaterię, klamki, maskownice zasłon / karnisze, włączniki i gniazda, wykończenie frontów, wzór na tapecie, albo kamieniu... no sami widzicie, że tych elementów jest dużo (i jeszcze więcej), a zebranie ich w spójną układankę bywa czasochłonne i wymaga cierpliwości. Ale warto, warto.


Czasami, kiedy projekt trwa już jakiś czas, a my poszukujemy kolejnych rozwiązań, zdarza się, że nie jesteśmy pewni, czy wszystko będzie do siebie pasować. Nie zawsze jest możliwość zrobienia kolejnych wizualizacji, niekiedy nie ma w ogóle możliwości zamówienia próbek (albo kosztuje to np. kilkaset złotych - sic!) - wtedy ratujemy się narzędziem, które już na pewno znacie, bo trąbię o nim od dawna, a jest to oczywiście MOODBOARD. W styczniu (wreszcie!) została uruchomiona nowa strona NL (jest to tak duże wydarzenie, że zasługuje na osobny post), na której możecie poczytać m.in. o nowej ofercie - w której zawierają się również moodboardy. Postanowiłam do nich nie tylko wrócić, ale wręcz zrobić z nich główne narzędzie mojej pracy (poza rysunkami technicznymi oczywiście). To jak działają one na wyobraźnię, jest nieocenione - i przekonałam się o tym nie raz. A w połączeniu z kolorowymi kładami ścian 3D, praktycznie w większości przypadków powodują, że fotorealistyczna wizualizacja jest niepotrzebna. Dzięki temu mam zdecydowanie więcej czasu na rozmowę z klientem, lub nawet dodatkowe spotkania, jeśli są konieczne. W moim odczuciu taka współpraca jest bardziej wartościowa i przede wszystkim - dużo bardziej efektywna.







Ciekawym wydarzeniem, w którym od kilku miesięcy mam szczęście brać udział, jest jedna z realizacji wg. mojego projektu, która z biegiem czasu coraz bardziej "pięknieje". Przyznaję, że poszalałam tu ze wzorami i kolorami, ale Inwestorka była na tyle otwarta na te pomysły (za co jestem jej dozgonnie wdzięczna!), że grzechem byłoby nie skorzystać. Nie chcę jeszcze pokazywać zbyt dużo, ale TO Wam pokażę - bo jest to coś wyjątkowego. W dobie, gdzie wszyscy idą jak jeden mąż w te geberity i podwieszane toalety, ja proponuję taki oto przepiękny kompakt - i jak się okazuje, nie jestem odosobniona w tym zachwycie!



1./ Kiedy miska toaletowa staje się rodzajem sztuki. To model marki Roca.




1./ Chwila oddechu i kawa w towarzystwie przyrody to zawsze dobry czas. 2./ "A może jednak pobawisz się ze mną?" - "Nie." 3./ Kiedy choroba trzyma cię już prawie tydzień, ale przynajmniej masz taki fancy kubeczek. w którym jest mniej fancy lekarstwo. Oczywiście, że Bolesławiec.



Choroba trzyma mnie już prawie tydzień i chociaż jest już trochę lepiej, to jakoś mam wrażenie, że jeszcze minie sporo dni, nim dojdę zupełnie do siebie. Martwiłam się trochę, bo choroba nigdy nie przychodzi wczas (czytaj: zawsze wtedy, kiedy gonią cię terminy i pracy jest mnóstwooo), ale ostatecznie wiem, że nie zostało mi nic innego, aż przeczekać ten czas. Jednocześnie w jakiś sposób wiem, że takie momenty są potrzebne. Takie czasowe spowolnienie pozwala mi dostrzec to, na co nie zawsze zwracam uwagę, a szkoda. To są takie "momenty" - kto wie, ten wie. Dla mnie takim "momentem" była wczorajsza chwila, kiedy piłam 67 herbatę tego dnia (koniecznie z miodem i cytryną) - oczywiście wszystkie w tym samym kubku, ale jakoś tak dopiero przy tej 67 (żart - of course, na serio było ich może ze 4), przyjrzałam się z czego ja właściwie piję i - "kurczę, jakie to ładne". Tak naprawdę nie znam nikogo, kto uważałby że Bolesławiec nie jest ładny. Ja od lat uwielbiam, przede wszystkim za możliwość dowolnego kompletownia poszczególnych naczyń. Ich wyroby są tak różnorodne, a jednocześnie spójne, że taki "misz-masz" zawsze będzie dobrze wyglądał. No i to polska manufaktura, a takie - wiadomo - warto wspierać. A jak już jesteśmy przy tym wątku - Bolesławiec jest chyba znany najbardziej, ale czy ktoś jeszcze pamięta, że mamy również takie skarby narodowe, jak Lubiana , Ćmielów, Chodzież? czasami mam wrażenie, że w dobie Ikei - po prostu nie doceniamy przepięknych, unikatowych propozycji polskich firm z tradycjami - mimo, że ich dzieła goszczą w większości naszych domów od pokoleń. No i nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale ja uważam, że wypicie porannej kawy z takiej filiżanki, to jednak jest jakiś rodzaj obcowania ze sztuką i ta kawa smakuje inaczej :)

A propos kawy - najbardziej lubię ją pić, obcując z przyrodą, lub przynajmniej na nią spoglądając. I wiecie co? Nie trzeba od razu lecieć w sam środek lasu :) Od niedawna poznałam nowe miejsce na kulinarnej mapie Poznania, które mnie absolutnie ZACHWYCIŁO. Nie dość, że mieści się na urokliwym Ostrowie Tumskim, to jeszcze w przepięknym ogrodzie (wieczorem cudownie oświetlonym). Wystrój wnętrza jest bardzo, bardzo przyjemny, a jedzenie po prostu pyszne. Przy najbliższej okazji, serdecznie Wam polecam tutaj zajrzeć. Ja chyba będę to robić często, bo jest to niedaleko mojego biura... a póki co idę sobie zrobić kolejną herbatę w domowym zaciszu - za to w fancy kubeczku ;)


Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page